W tym krótkim wpisie wyjaśnię Wam jak ja do tego podchodzę.

Jedne grupy będą zaparcie broniły statystyk. Nie od dziś wiadomo, że ogólnie nieruchomości jako takie stanowią źródło nieodnawialne. Co przez to rozumiem? Nie da się ich ani dorobić ani przenieść z miejsca, gdzie jest ich więcej tam, gdzie jest ich mniej. Ten fakt trzeba zaakceptować i już. Tym samym ich wartość wzrasta w czasie, bo są dobrem limitowanym. Ludzi może przybyć zawsze ale nowych bloków już nie. Statystyka czasowa dotycząca działek i ich wartości jest niewspółmiernie korzystna do mieszkaniowej. Ziemia przez ostatnie lata bardzo zyskiwała na wartości w tempie nieporównywalnym do jakichkolwiek sensownych i bezpiecznych produktów inwestycyjnych. Ceny wywindowały już wtedy, kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej i rosną regularnie do dziś. Szczególnie działki rolne były i są bardzo podatne na wzrosty cen, co jest m.in. wynikiem ruchów politycznych. Mają one też potencjał ukryty, czyli istnieje możliwość ich przekształcenia na działkę budowlaną po przejściu odpowiednich procedur. Co zaskakujące to nie ziemia płodna i żyzna jest w takich przypadkach najcenniejsza, lecz ta najsłabszej klasy i jakości. Taką bowiem można przekształcić na budowlaną najszybciej.

I z całym tym bagażem statystyk, super zwrotów względem czasu jaki upływa i możliwości podziałów czy przekształceń, ziemia ma jedną zasadniczą wadę. Nie da Ci „jeść” regularnie, co miesiąc. Nie przynosi czynszu, no chyba, że ją wydzierżawisz lub przeliczysz na miesiące roczną dotację z unii. Popyt na działki jest cały czas ale w dużej mierze przez inwestorów, którzy potrafią zamieniać wodę w złoto i przechodzić urzędowy gąszcz procedur do podniesienia jej wartości. Nie każdemu to pasuje i nie każdy ma od razu kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych na kupno hektara czy kilku. Banki też niezbyt chętnie finansują takie inwestycje a zatem musisz mieć trochę gotówki aby w ogóle coś kupić. Kupić i od razu sprzedać? Niekoniecznie, możesz poczekać. Czas zrobi swoje i sprzedasz z zyskiem. Pytanie czy zawsze? Kupno ziemi, dobrej ziemi, jest znacznie bardziej nieraz skomplikowane niż zakup mieszkania. Musisz przewidzieć wiele aspektów, które mogą wpłynąć na jej wartość dzisiejszą a tym bardziej przyszłą, aby cały interes nie okazał się klapą. Są oczywiście w Polsce ludzie, który to właśnie na ziemi zbili majątki, mają dobre z niej zyski i będą promować taki model inwestycyjny.

W tym wpisie chciałbym Ci zwrócić uwagę na coś innego. W średniowieczu to pan miał ziemię a chłop pracował na niej, żył z niej i tak historia toczyła się latami. Dziś wiele się nie zmieniło. Może tyle, że ten pan-rolnik najczęściej-sam już orze swoje pole, bo nie stać go na pracowników, sam rozrzuca ziarno i sam zbiera plony. Nie stać go zwyczajnie na opłacenie pracowników a nikt za worek ziemniaków do pracy fizycznej nie przyjdzie. Często to rodzina wspiera, pomaga i jeszcze całe pokolenie pracuje na roli. Świat idzie jednak do przodu. Zmienia się. Nadchodzą nowe trendy i ludzie migrują. Wędrują za pracą z wiosek do miast, do wielkich metropolii, bo ta ziemia jak kiedyś już „jeść” nie daje a żyć trzeba. Łatwiej jest zarobić w mieście niż sprzedać tonę jabłek za grosze i po kosztach produkcji. Taki nadszedł czas i to też trzeba zaakceptować.

Skoro aż tylu ludzi wędruje za pracą to muszą gdzieś przecież spać, schronić się.               W tym miejscu ujawnia się prawdziwa wartość mieszkań. Ludzie muszą gdzieś mieszkać. Może to brzmi banalnie ale nawet bezdomni gdzieś się chowają. Takie jest psychologiczne znaczenie mieszkań. Mają chronić i sprawiać, że jedne z podstawowych potrzeb są zapewnione. Za ten komfort trzeba jednak zapłacić. Jeśli wynajmujesz – płacisz czynsz, jeśli kupujesz na kredyt – płacisz ratę do banku. Ludzie zawsze w pierwszej kolejności będą dążyli do tego by najpierw zapewnić sobie i swojej rodzinie dach nad głową niż zaprzątać swoje głowy tym czy opłaca się kupić jeden hektar w tym czy innym miejscu. Po prostu ziemia nie wpasowuje się w podstawowe potrzeby człowieka a mieszkanie tak. To pierwsza przewaga mieszkań nad ziemią. Druga to fakt, że przy najmie mieszkania, płacisz regularny czynsz dla właściciela. Tym samym, jeśli taki człowiek, który kupił mieszkanie inwestycyjnie zadba o odpowiednią jego adaptację, to może nawet z jednego lokalu zapewnić sobie dobrą pensję lub przyzwoitą „emeryturę”. Tylko jeden lokal i święty spokój. Ziemia nie daje takiego komfortu i popytu na nią ze strony przeciętnych, zabieganych ludzi. Na ziemi wzbogacasz się raz. Kiedy? Jak ją sprzedasz. Jeśli ją sprzedasz. Może drugi raz to jeszcze ten na samym początku, kiedy kupujesz tanio działkę rolną, przekształcasz i sprzedajesz. Jednak to cały czas strategia na gonienie króliczka, nie dająca spokoju i regularnego, choć mniejszego, wpływu na konto. Jeśli kupujesz mieszkanie inwestycyjnie nie ma specjalnie znaczenia czy za rok czy za 10 lat wzrośnie ono na wartości, abyś zyskał. Zyskujesz regularnie co miesiąc, jak widzisz przelew od swojego najemcy na własnym koncie. I to jest ta dość subtelna, nieoparta o statystki, różnica. Podejście inwestycyjne oparte o potrzeby ludzkie ma według mnie większy potencjał niż chwilowe skoki gotówki w portfelu.