Kto jest ofiarą wirusa na rynku nieruchomości? W pierwszej kolejności będzie to dynamika rynku i zamrożenie popytu a w dalszej będą to poszczególne jego sekcje: najem hotelowy, kwatery pracownicze, być może dojdzie najem na pokoje.

Jakie objawy społecznych zachowań towarzyszą temu wirusowi? Są to trudne do opanowania emocje i panika. Stany te pogłębiane są przez treści, które podają nieustannie media. Co zatem powodują emocje względem zachowania? Przede wszystkim upośledzają postrzeganie ryzyka. Przez to, że rodzi się coraz większa obawa o niepewne jutro, ludzie reagują nerwowo, co widać na giełdach i walutach. Nerwowość jest wynikiem niepewności i nieprzewidywalności tego jak zachowa się rynek. Dzieje się też tak, bo ludzie stracili kontrolę nad rozwojem wydarzeń. Kontrolę ma bezmyślny wirus, który atakuje jak chce, kogo chce i kiedy chce. Taka nieokreślona strategia sprawia, że ludzie działają w chaosie, co jest z kolei ogromnym kosztem społecznym i gospodarczym. Pamiętajmy, że wiele branż jest ze sobą powiązanych i jeśli u jednych kończy się obieg pieniądza to branża zależna od niej też to odczuwa. Dzieje się to natychmiastowo, bo tak jak w krwioobiegu ludzkim tak i w systemie gospodarczym mamy zależności, które muszą ze sobą współpracować. Jeśli ta współpraca przestaje działać i powstaje dysharmonia, to muzyka przeradza się w hałas nie do zniesienia.

Analitycy próbują wyłapać kiedy będzie moment kulminacyjny pandemii w konkretnym kraju. Pytanie brzmi czy da się to dziś określić, jeśli liczba zachorowań rośnie w niewiarygodnym tempie. Kraje, które początkowo lekceważyły skutki, które pojawiały się tuż przy ich granicy, dziś nie mogą sobie z nimi poradzić u siebie.

Czy dotknie nas gospodarcza zapaść i rządy znajdą remedium na reaktywację gospodarki? Dziś takie pytanie może zostać uznane za retoryczne, jednak trzeba na bieżąco dobierać mechanizmy stymulujące gospodarkę, niż nie robić niczego. Tu nie ma pola na czekanie. Jeśli chcemy przetrwać ten trudny czas, to trzeba eksperymentować z tym, co może zadziałać i przedefiniować standardy biznesowe jakie do tej pory znaliśmy.

 

Zauważam też inną perspektywę, którą pokazał nam wirus z Chin. Ludzie w bardzo krótkim czasie doświadczyli klęski, bo … nie byli na nią gotowi. Nie byli gotowi, bo nigdy nie pomyśleli, że coś takiego jak totalna kwarantanna może się ziścić. Żyliśmy w świecie bez barier i z bardzo enigmatycznym pojmowaniem ryzyka. Kraje, które przegrały swoją walkę z pandemią to kraje, w których lekceważono zagrożenie. Podchodzono do niego na zasadzie: przecież nie może być aż tak źle, nie może być takiej skali jak ta w Azji, nie  w Europie, nie u nas. A jednak. Ta ignorancja zbiera dziś swoje żniwo w postaci wykoszenia wszelakich branż i zastoju gospodarczego. W mediach panuje żonglerka liczbami, które nie mają pokrycia w rzeczywistym stanie zachorowań, bo są one jedynie ujawnieniem publice zarejestrowanych przypadków. Faktyczne dane są nieokreślone i to jest realny problem tej sytuacji. Nie wiemy ILE ich jest. Czy izolacja będzie lekarstwem na to zawirusowanie sytemu naszego funkcjonowania? Być może będzie, jeśli ludzie poważniej podejdą do niej jako tarczy ochronnej. Tymczasem obserwuję tych co piknikują wzdłuż Warty, spacerują z pieskiem w gronie sąsiadów, bo tak jest raźniej spędzić czas, biegają, jeżdżą parami i w trio na rowerkach, szukają promocji w sklepach albo zaglądają po trzy razy w ten sam regał czy aby na pewno nie ma drożdży lub papieru toaletowego. Dla tych dwóch ostatnich mam dwa rozwiązania: zrobić zakwas samemu i mieć do pieczenia lub kupić drożdże instant, których termin przydatności jest zdecydowanie dłuższy niż tych gumowych a dla papieru alternatywą będzie przerobienie okolic sedesu na wkomponowanie bidetki i po problemie. Ile to idzie zaoszczędzić stresu i niepotrzebnych wyjść do marketu?

 

Schodząc na ziemię i wracając do tematu nieruchomości. Dalej będziemy bombardowani drogą wszelką o analizach przyszłości. Czy rynek się skurczy, czy ceny spadną, czy będzie zastój, czy najemcy nam będą uciekać, czy do łask wróci najem krótkoterminowy, czy to wszystko będzie jeszcze rentowne? A jakby tak to wszystko po prostu przeczekać? Nie damy rady. Dlaczego? Bo my musimy wiedzieć. Wystarczy, że ktoś w necie powie, że pandemia skończy się 15 kwietnia i już część ludzi będzie miała spokojny sen a druga część wróci do planów wakacyjnych przeczesując przecenione oferty. Swoją droga zobaczcie jak trzy tygodnie potrafią stopić ceny produktów, które nie są pierwszej potrzeby a te pozornie lekceważone co dzień stają się docenione.

 

Terminologia, która doskonale definiuje zaistniałą sytuację to: ludzka bezradność i taniość beztroskiego życia.

Ludzka bezradność, bo nie byliśmy na to gotowi.

Taniość beztroskiego życia, bo życie na kredyt jest tanie, ale w czasie takim jak ten kosztuje więcej niż cały kredyt. Jest niebezpieczne, bo pokazuje jak płytko pływaliśmy, kiedy nadeszła wielka woda a nasza łódeczka szybko wezbrała wody.

 

Dziś możemy stwierdzić, że dla wielu firm okres prosperowania zamienił się na okres przetrwania. Prosperować a przetrwać? Kto dziś z nas może powiedzieć, że nie dotyka w sensie biznesowym skutków tego co się dzieje? Naprawdę możemy sobie pozwolić sobie na wykup okazji od desperatów, którzy sprzedają ruchomości i nieruchomości, by ratować swoje rodziny, kiedy toną? Naprawdę na to czekaliśmy? Hasło z jednego z filmów wypowiedziane przez Michaela Douglasa, że „chciwość jest dobra” nabiera coraz bardziej realnego kształtu. Czy nasze plany pójdą w kierunku, w którym rynek się przeturlał, doznał wstrząsu i wypluł z siebie najsłabsze ogniwa? Czy chcemy budować nasze imperium od nowa na takich podstawach? Czy wytrzymamy mentalnie okres ludzkich tragedii wokół i ich następstw dla rodzin, których nie będzie stać na nic? Patrzymy na to, jako skupieni obserwatorzy. Jako gracze. Jako myśliwi, którzy tkają strategię uchwycenia tego, co sobie wymyślili. Pozostawiam Wam te pytania bez odpowiedzi, jako formę subtelnej rozmowy z samym sobą, o sobie samym. To nie są pytania pomocnicze. To Wasze decyzje w formie pytań.

 

Uważam, że powinniśmy iść w kierunku lepszego przygotowania się do takich sytuacji i oprzeć nasze biznesy o wartości. Dość ideologiczne, jednak do takiego poziomu i tak teraz schodzimy dziękując, że jesteśmy zdrowi, że mamy rodzinę, że mamy dom czy mieszkanie, że mamy wsparcie najbliższych, że mamy co jeść. Oczywiście ważne jest też to jak sytuacja wpłynie na nasze życie i kiedy zaczniemy wracać do poprzedniego świata. Jednak wiece co będzie prawdopodobnie najdziwniejsze z tej całej sytuacji z koronawirusem? Że o tym wszystkim zapomnimy, że dopadnie nas amnezja codzienności i wejdziemy w rytm jakby tego nie było. Zaczniemy skupiać się na odrobieniu strat, na umawianiu wizyt, na pierdołach, które sprawią, że okres pandemii pójdzie w zapomnienie aż do kolejnej tego typu sytuacji. Taka jest historia ludzkości. Amnezja. Brak wyciągania wniosków. Brak przygotowań. Życie ma iść do przodu. To, co było zostawmy analitykom i historykom a my skupmy się na życiu doczesnym, które jest, jak pokazał nam wirus, trywialne, liche i bardzo krótkie.

Już wiemy, ze ta lekcja, która wydaje się nie mieć końca jest dla nas największym sprawdzianem jakiegokolwiek doświadczaliśmy. Jeśli dziś te słowa wydają się nazbyt wymowne, to być może za kilka tygodni mogą stać się prorocze. Ludzie jeszcze wytrzymują ciśnienie, bo oferuje się im jakieś formy wsparcia. Nie wszystkim ale podtrzymywanie regularności oddechu jest. Niby to pozorna prewencja aby nie stracić gospodarczej wydolności, jednak taki gospodarczy respirator już działa w całej Unii Europejskiej i poza nią.

Zwróćmy też uwagę jak marnym tworem do realnej pomocy okazuje się Wspólnota Europejska. Włosi czekają na każdą, absolutnie każdą deskę pomocy a urzędnicy unijni liczą procedury według, których odpowiedni algorytm wskaże datę i szacowaną ilość środków jaka może zostać przesłana. Absurd goni absurd i to powoduje, że czas ucieka. Ważniejsza jest polityczna prezentacja i ścieranie poglądów, niżeli człowiek, który zaginął gdzieś w tej dżungli przepisów i regulacji.

 

Zachęcam Was do wyzwania. Wyłączcie telewizję, radio, Internet, telefon na jeden dzień. Przeanalizujcie Wasze dotychczasowe biznesy i życie rodzinne. Wyłapcie tylko te elementy, które się powiodły, które sprawiły, że biznes szedł do przodu a rodzina była szczęśliwa. To zestawienie będzie podstawą do zbudowania nowego systemu działania po okresie izolacji. Być może taki system okaże się bardziej odporny nie tylko na wirusa, ale też na różne porażki, które dochodzą do skutku, jeśli system odporności biznesu i rodziny jest słaby. Ponadto traktujcie porażki jako wyzwania a niepowodzenie jakiegoś zadania jako motywację do wykonania go inaczej, lepiej. Sprawmy, by coś takiego, co się dzieje dziś nie powtórzyło się już w przyszłości i sparaliżowało naszą aktywność do zera. Pamiętaj też, że najlepszą motywacją dla ludzi jest punkt zero. Co on oznacza? Ano tyle, że dla wielu przyjdzie czas budować biznes i rodzinę od zera. Koronawirus nie tylko rozsadził gospodarkę ale całą pajęczynę przyczynowo-skutkową korelacji różnych branż, aż do prywatnego życia każdego z nas.

 

Stan zero będzie dobrym punktem odniesienia, bo wielu z Was to świetni przedsiębiorcy, którzy są wizjonerami, bohaterami, liderami, wzorem dla innych. Jeśli jesteś już tak dobry to nie zaprzepaść swojego potencjału, tylko wskrześ go na nowo i ze zdwojoną siłą przejdź do działania. Dlatego przejściowe kłopoty, brak płynności finansowej potraktuj jako impuls do budowy nowych projektów a rezultaty wprawią Cię w podziw. Zgraj po prostu stan gry i uświadom sobie ile udało Ci się osiągnąć. Jeśli jesteś z tego dziś dumny to oznacza, że dokonałeś już i tak wielkich rzeczy z swoim życiu. Ta świadomość jest nam potrzebna po to, by wejść na kolejny poziom, by pokonać złego bossa w koronie a jeśli ją straci, być może minie jego blask i ludzie go pokonają.

 

Kolejna sprawa to nasza wiara. Wiara pokrzepia i sprawia, że trudne chwile łatwiej jest przetrwać. Wiara daje nam też poczucie, że znaczymy coś więcej i nie jesteśmy zwykłym trybikiem w nieznaczącym świecie. Nie jesteśmy bezimienni a to kluczowy element naszej tożsamości, nawet jeśli dziś wstyd się do tego przyznać. W trudnym czasie przychodzi taki moment, gdzie poważniejemy i nasze relacje zaczynamy oceniać przez pryzmat szacunku a nie pieniędzy. Być może to jest waluta, której nam do tej pory brakowało.

 

Dziś było refleksyjnie. Nie zawsze jest nam potrzebne myślenie biznesowe, bo ono wypacza wiele sfer naszego ludzkiego życia, o których na co dzień się nie myśli. Uważa się je za zbędne a sięganie wewnątrz siebie jest pojmowane jako zbyt filozoficzne a z tego nie ma biznesu. Myślę, że powinniśmy odwrócić kolejność i zacząć od nowa układać nasze przygotowanie mentalne. Wtedy wiele biznesów będzie mocniejszych a w razie kryzysu, skutki będą łagodniejsze. Być może właśnie ta prostota okaże się najtrudniejszym sprawdzianem wśród tych wszystkich analiz, które nas otaczają każdego dnia.

 

Teraz czas na klocki LEGO z synem. Budujemy tramwaj. W oczekiwaniu aż wszystko wróci na swoje tory.

 

  1. Mam jeszcze duży zapas dobrej kawy a kolejna właśnie na mnie czeka.

PS 2: Polecam Wam obejrzeć razem z partnerką/partnerem dobry film. Być może to będzie Wasz pierwszy taki wspólny wieczór od dłuższego czasu. Pomyślcie o tym.