Obecna sytuacja pokazała jak plany milionów ludzi nie mogą dojść do skutku, bo zostały zablokowane odgórnie i niezależnie. Wprowadzona kwarantanna i zamknięcie granic skutecznie uniemożliwiły podróże i sens przemieszczania się. Ryzyko rośnie każdego dnia, bo dochodzą nowe przypadki, które tworzą kolejne przypadki. Czy widać już koniec lub moment kulminacyjny? Nie. Nie znam osoby, która trafnie zdiagnozuje postęp tej sytuacji w liczbach, bo zaskakują one nie tylko inwestorów ale i ekspertów z branży medycznej. Sytuacja przerosła już takie gospodarki jak włoska, hiszpańska, francuska, niemiecka czy brytyjska i to w zachodniej Europie stworzyło się epicentrum zachorowań.

 

Staramy się szukać rozwiązań i wypatrujemy okazji na rynku, bo takowe niby stale pojawiają się. Nie wiem ile w tym prawdy, bo nie jeżdżę teraz po mieście w poszukiwaniu ofert, ale wątpliwe jest twierdzenie, że jest ich wysyp jak grzybów w październiku. Mogą pojawiać się oferty ciekawe, bo takowe były zawsze. Kwestia dotarcia do nich. Z pewnością uruchomi się określona ilość nagłych prezentów inwestycyjnych w postaci tanich mieszkań czy działek, bo Ci co będą je sprzedawać muszą ratować swoje wiodące biznesy. Będą oferty, które ktoś odpuścił, bo wytworzyły się nowe zależności w zapłacie ceny, których inwestor wcześniej nie mógł przewidzieć. Pojawią się też cesje (jeśli ktoś zadbał o taki zapis) ofert, których nie można sfinalizować w pierwotnych warunkach. Mam wrażenie, że sytuacja przypomina grę w UNO (w którą gramy rodzinnie wieczorami). Każdego dnia albo masz kartę: zmiana koloru albo wymiana kart. Dość przewrotne jak na szukanie stabilizacji w najbliższych tygodniach.

 

Początkowo mogą to być korekty cenowe na poziomie 10% aby wybadać zainteresowanie rynku. Docelowo ceny mogą zejść niżej. Wartość nieruchomości jednak nie zdewaluuje się do wartości ich wytworzenia, bo doszedł też czynnik czasu i wartości pracy. Rynek przez lata stał się dojrzalszy a prawo szczelniejsze. Ciężko sobie wobec tego wyobrazić powtórkę z okresu przemian gospodarczych i denominacji.

 

Zdesperowanych zbywców na pewno będzie wielu, bo sytuacja pandemii i panika wpłynie na ich decyzje lub przyspieszy je. Lepiej według takich osób sprzedać coś szybko za niską cenę, niż czekać na niepewne jutro i brak klienta. Nieruchomości nie są na szczęście towarem szybkiego zbytu i występuje tutaj kilka mechanizmów stabilizujących ceny. Wytrawni inwestorzy z tej branży będą czekać spokojnie na rozwój sytuacji i swoim NICnierobieniem, zarobią całkiem sporo w odpowiednim czasie. Przypomina mi to sytuację z filmu dokumentalnego na Netflixie o zwierzętach, które polują nocą. Przy blasku księżyca, najstarsze osobniki stada gepardów szykują doskonałą strategię ataku na wybrany cel, którym jest gazela. Zazwyczaj gazeli udaje się uciec. Jednak wytrawny myśliwy potrafi wyczuć jej ruch i kierunek, w którym zacznie ucieczkę. Potem pada łupem dla tego, który zbliżał się powoli, cierpliwie i spokojnie czekając na charakterystyczne oznaki paniki. Młode osobniki, ucząc się, atakowały w pośpiechu a tym samym bez powodzenia. Były głodne ale uczyły się. Ich ofiary były sprytniejsze i szybsze. Oznacza to tyle, że zbyt nerwowe reakcje, powodowały porażkę i nietrafioną strategię działania, ułożoną na potrzebę danej chwili. Patrząc z perspektywy inwestora i fragmentu tego filmu, można zauważyć pewne zależności w sytuacji, która ma miejsce dziś. Jest pewna pula ofiar – okazji. Jeśli jednak rzucą się na nie inwestorzy niedoświadczeni okazje spłoszą się i nikt nie skorzysta. Strategia cierpliwego myśliwego jest w dużej mierze oparta o powodzenie, bo korekta ruchów powziętych wcześniej decyzji jest powolna ale skuteczna.

 

W obecnej sytuacji wiele produktów inwestycyjnych zostało wywróconych do góry nogami a odżyła branża spożywcza. Dzięki Bogu, mamy jeszcze dostęp do świeżych towarów i nie brakuje ich w sklepach. Kurierzy dowożą paczki a Ty możesz też je odebrać w paczkomacie i nie ma tragedii. Możemy wyjść przed swój dom i w gronie najbliższych zaczerpnąć powietrza a Ci co pracują, mogą jechać bez większych problemów do zakładu pracy. Póki co nie mamy zapaści gospodarczej a na efekty podejmowanych do tej pory rządowych decyzji przyjdzie nam jeszcze poczekać. Ciężko o aktualną ocenę tego, co robi rząd. Czy to mądre czy nie mądre. Na tą chwilę są to działania zapobiegawcze i stymulujące a będąc na miejscu prezydenta czy Ministra Zdrowia sam nie wiem czy podjąłbym lepsze decyzje, które dotyczą całego społeczeństwa. Jeśli będą to decyzje nietrafione to za jakiś czas ludzie rozliczą polityków przy wyborach i to będzie dla nich ocena z tego sprawdzianu, który teraz trwa.

Wielu ludzi poddaje krytyce każde posunięcie polityczne a sami nie mamy strategii na zachowanie płynności we własnym biznesie. Sytuacja jest trudna a czynnik ją powodujący niewidoczny gołym okiem. Skoro laborantom nie udało się do tej pory pokonać wirusa, to nie uda się też tym, którzy hejtują bez merytorycznej wiedzy wszystko, co jest sprzeczne z ich własną filozofią o działaniu świata. W obecnej chwili nie ma naprawdę znaczenia czy powie coś Duda, Kaczyński, Szumowski, Tusk, Ziobro czy Kamysz. Ważne jest to czy ich pomysł lub podjęta decyzja sprawi, że sytuacja zacznie się normować a ludziom powróci nadzieja na uratowanie ich indywidualnego biznesu. Skupmy się na tych działaniach, które coś dają dla polepszenia statystyk, a które codziennie śledzimy w mediach. Tutaj najskuteczniejsza jest izolacja od innych i cierpliwość. W pewnych analizach więcej jest bowiem filozofii niż sprawczości. Na ocenę dzisiejszych decyzji przyjdzie dopiero czas, który musi upłynąć. Z aktualnej analizy sytuacji widzimy często chaos informacyjny i przebijanie się czyj pomysł jest trafniejszy. Myślę, że podejmowanie jakichkolwiek działań jest dużo lepsze niż zastanawianie się czy te działania w ogóle podjąć. Spójrzmy na podejście brytyjskie. Premier Jonson zapowiedział jednego dnia, że życie toczy się dalej na ulicach i otwartych szkołach, po czym kolejnego dnia zamknął cały sektor edukacji. Być może ktoś go uświadomił, że szpitale nie wytrzymają tak dużej ilości chorych. Zmiana decyzji była dobra ale czas jej wprowadzenia już nie. Stało się to zbyt późno. I każde takie opóźnienie w krajach zachodniej Europy skutkowało lawinowym wzrostem zachorowań. Widzicie zapewne w jakim momencie znalazła się dziś włoska i hiszpańska gospodarka. Dwa kraje, których ludność przekracza 100 milionów łącznie są na skraju wydolności. Tam biznes nie działa. Prawie nic nie działa a błędy jakie podjęły władze tych krajów są jednymi z najbardziej nieodpowiedzialnych wśród tych krajów, które dotknęła pandemia koronawirusa.

 

Być może garstka ludzi na świecie dysponuje wiedzą co tak naprawdę się stało, jaka była tego przyczyna, jakie będą konsekwencje całego procesu i kiedy to się zakończy. Nam jednak przychodzi tylko obserwowanie skutków, które dynamicznie się zmieniają. Poddajemy codziennie analizie jak zachowa się rynek, jak ukształtują się ceny, czy będą okazje czy nie, czy warto jest jeszcze potrzymać mieszkania czy już je sprzedać? Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Pojawiają się spekulacje, gdybania, wysuwanie hipotez w oparciu o doświadczenia każdego z nas. Czy będą one trafione? Czas pokaże, bo nawet drogowskaz może wyprowadzić w pole. Zacytuję na koniec Karela Capek: Wyobraźcie sobie tę ciszę, gdyby ludzie mówili tylko to, co wiedzą.

 

Wypijmy zatem cierpliwie i w ciszy dobrą kawę, której zapach już się unosi nad stołem.